Do Koczin leciałyśmy liniami spice jet, których kazdy samolot ma nazwę innej przyprawy. My leciałyśmy anyżkiem fuuujjj...
Specjalnie dla kolegi Grzesia (M.)
W ogóle z obserwacji Indii wynika, ze tu do każdej pracy potrzeba dwa razy więcej ludzi...
Na lotniskach 50 razy zatrzymują i stempluja torby potem 50 razy sprawdzają te stemple... Do rozładunku bagażu przylatuje wesoła ekipa z 10 panów i chyba więcej tam jest śmiechu niż pracy... Dziś przy wysiadaniu z samolotu ta wataha hindusów nie ogarnęła przystawienia schodów haha
Tak poza tym jesteśmy już Kerali, w Kochin. Straaaasznie duzo tu turystów, pseudo hindi albo wyglaszajacych hasła free Tybet i z ogoloną głowa... Nie lubimy...
Z lotniska do naszego noclegu jechałyśmy taxi, która potem musiała wjechać na prom! Bo tutaj to taka trochę hinduska Wenecja.
Jutro dzien zwiedzania a wieczorem jeszcze bardziej na południe - kierunek Varkala.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz