Dziś jesteśmy już w Mumbaju lub jak kto woli Bombaju. Kolejny hotel z serii 'lekko oderwanych od rzeczywistosci'.
Od razu można odczuć, ze to największe miasto w Indiach pod względem liczby mieszkańców. Panuje generalny chaos... Pełno ludzi i samochodów... Co ciekawe riksze nie mogą wjeżdżać do ścisłego centrum miasta!
Dzisiejszy dzień w podróży już prawie moznaby uznać za zmarnowany gdyby nie... kolacja w kolejnym hinduskim domu, u naszego kolegi Nitina.
Mieszkanie zupełnie inne od tego, które widziałyśmy w Chandigarh. Bardziej przestronne i nowoczesne.
Dziś na kolacje był Hyderbad chicken, plus jajka w curry (!) oraz domowy chapati a na deser lemon tart, upieczona przez najmłodszego z rodziny Kannamwar.
Wieczór był bardzo sympatyczny i szybko okazało sie jak wiele wspólnych tematów mamy.
Magda z Arya gadała o weterynarii, fotografii oraz pieczeniu! Arya marzy o KitchenAid, takim jak ma M. Chce także zostać weterynarzem.
Starszy syn studiuje sports Management!
Aż chce sie powiedzieć niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Żona Nitina ma salon piękności: fryzury, makijaże, henna, dekoracje...
Jutro idziemy na wspólne niedzielne śniadanie w prawdziwie indyjskim stylu.
Dobranoc!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz