Dzisiejszy dzien w Goa zaczął sie troszkę nerwowo... Jako, że mieszkamy w bambusowym domku na plaży to siłą rzeczy dzielimy go z innymi lokatorami...
Np. koleżanka żaba spod prysznica czy chuda jaszurka zza plecaka. Był jeszcze jeden większy jaszczur ale dzisiejsza niespodzianka to wielki robal buszujący w środku walizki. Skończyło sie tak, ze walizka wylądowała na werandzie (z piskami w tle)!
Na śniadaniu w mleku z płatkami a raczej w płatkach z mlekiem, znalazłam ze dwie mrówki.
Pozostałą część dnia spędziliśmy leżąc w cieniu łódki! Haha, tak tak, jest upalnie a przy łódce miło wieje wiatr od morza (arabskiego)!
Woda jest cudownie ciepła i ja byłam dziś milion razy popluskać sie.
Na lunch postanowiłyśmy sie nie najadać i kupiliśmy ananasa.
Ananas okazał sie gigantem, wiec z przejedzenia poszłyśmy z powrotem na plaże!
Tym razem więcej cienia bo M nie opanowała instrukcji obsługi plaży! I G tez już sie zabrazowiła i zaróżowiła miejscami.
Kolejny zachód słońca...
Jutro Kochi, Kerala!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz