niedziela, 16 listopada 2014

Taj Mahal czyli lekcja cierpliwości

Plan wyjazdu do Agry wykiełkował dość dawno temu, możliwości było  kilka - pociąg, autobus, samochód...
Najpierw jednak należało się upewnić czy aby na pewno nic innego dla nas nie zaplanowano. Na szczęście nie. Dodatkowo, okazało się, że jest organizowany podobny wyjazd dla zawodników i możemy się dołączyć.

No i zaczęła się lekcja cierpliwości...
Zero odpowiedzi na maila z pytaniem o szczegóły, zero kontaktu telefonicznego. Cisza.
O 23 wysłałyśmy smsa do Pani organizatorki. Cisza. No trudno, pewnie nie pojedziemy.

8.45 rano telefon:
-Jak szybko możecie wyjechać?
-9.30!
-Ale jeszcze to potwierdzę...

Szybka akcja. Mycie, ubieranie się... Cisza... biec na śniadanie?
Poszłyśmy na zmianę... Cisza...

W końcu dzwonimy do Pani od porannego telefonu:
-Dam znać jak samochód będzie gotowy.
-Ale kiedy to będzie, bo nie wiemy czy mamy czekać czy możemy iść do miasta.
-Możecie iść do miasta.
-Ale jak pójdziemy to wrocimy za kilka godzin. Nie będzie sensu jechać.
-No tak....
(Pominę szczegóły, także te techniczne - nie mamy indyjskiego telefonu, a dostęp do internetu tylko w hotelu)
-Proszę daj nam znać w ciągu 30 minut, o której możemy jechać.
-Ok.

Za 40 min informacja: samochód jest gotowy, zejdźcie na dół.
Schodzimy. Kolejne 30 min czekania.

Wyjechaliśmy o 12!!! A plan był na 6 rano!!!
Welcome to India....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz