Zwiedzania miasta ciąg dalszy.
Wypróbowałyśmy delhijskie metro i dotarłyśmy do centum.
Po wyjściu ze stacji opadli nas pomocnicy.
"This is block B!" - usłyszałyśmy ze 100 razy. Spoko, wiem, mam mapę. "What are you looking for?" Niczego nie szukam, po prostu sobie chodzę i oglądam.
"Don't go there! There's nothing there!" WTF??
Zastanawiam się czy nie spróbować przechytrzyć systemu i nie zacząć ich zaczepiać :)
Najpierw Jantar Mantar. To kosmiczny zestaw przyrządów astronomicznych. Aż brakuje kogoś kto wytłumaczy jak to dokładnie działa.
Potem Gurdwara Bangla Sahib - cudowna świątynia sikhijska. Chodzisz sobie po chlodnym marmurze i masz ochotę zostać tam na dłużej. Sikhowie to fantastyczni ludzie. Spokojni, uczynni, pomocni. Jakoś bardziej światowi. Starszy Sikh podchodzący do ciebie ze słowami "Welcome to India!" jest po prostu wzruszający.
Kościół katolicki - miło nadal. Bez europejskiego zadęcia.
I na koniec Birla temple.
Luźne refleksje:
1. Tu wcale nie śmierdzi jakoś strasznie. Wyczuwam więcej zapachów pozytywnych niż negatywnych.
2. Indusi się patrzą, zaczepiają, oferują pomoc, ale JEDNO krótkie "nie" powoduje, że się odczepiają. Naprawdę bez nieszczęścia. W Egipcie/Tunezji/Meksyku jest znacznie gorzej.
3. Bardzo przyjemnie się jezdzi autorikszą aka tuk-tukiem. Szybko, w miarę bezpiecznie i tanio.
PS. Wszystkie zdania w języku angielskim proszę czytać z odpowiednim akcentem ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz